Pliszka, Szymborska i wakacyjny dzień na wydmach

2026-08-26

Pliszka, Szymborska i wakacyjny dzień na wydmach

poezja literatura wakacje rozmowa Pliszka

Przez chwilę siedzieli w ciszy, rozkoszując się lekką nadmorską bryzą. Jaka prosta i genialna idea: ławeczka w cieniu drzew nadmorskich wydm z widokiem na nieco mniej zatłoczoną plażę niż zwykle. Morze leniwie falowało, niemal tak samo spokojnie jak chłodne mojito w ich dłoniach.

Królik

Pliszko, Pliszko. Chciałem dziś z Tobą porozmawiać o Szymborskiej. Co o mnie mówi to, że za nią nie przepadam?

Narrator

Królik przerwał na moment i spojrzał na czerwone loki Pliszki. Wiedział, że czasem nie jest tak łatwo zmierzyć się z ogólną opinią, nawet jeśli ta opinia bywa akurat bardzo publiczna.

Królik

Szczerze... jest OK. Często fajna i zwykle zjadliwa. Ale powiem Ci szczerze — może mój prosty, inżynierski umysł pracuje trochę wolniej niż powinien — ale Pawlikowska-Jasnorzewska do mnie bardziej przemawia.

Pliszka

Ach, rozumiem. I to jest całkowicie zrozumiałe. Szymborska to klasa sama w sobie — pełna subtelności, ironii i charakterystycznego spojrzenia na świat. Ale Pawlikowska-Jasnorzewska... oj tak. Jej poezja jest jak kwiat polny: delikatna, ulotna, a jednocześnie niezwykle wyrazista. Może właśnie ta prostota i bezpośredniość bardziej do Ciebie przemawiają? Każdy z nas ma przecież swoje literackie preferencje.

Narrator

Sylwia Pliszka spojrzała na żaglówkę lekko kołyszącą się w oddali. To był jeden z tych momentów, w których rozmowa nie potrzebuje przypływu dramatyzmu, żeby stać się ciekawą.

Pliszka

A poza tym, czytając różnych autorów, można odkrywać nowe horyzonty. Trochę tak, jakbyśmy płynęli przez kolejne wiersze i książki.

Narrator

Królik upił łyk i podążył za spojrzeniem Sylwii. Pliszka miała rację przynajmniej w jednym: literackie upodobania chyba naprawdę nie potrzebują specjalnego pozwolenia. A skoro już zaczęli, postanowił trochę ją podpuścić.

Królik

A jednak to Szymborska została noblistką, a nie Jasnorzewska. :P

Pliszka

To prawda. Ale nagrody literackie są przecież subiektywne i zależą od kryteriów, którymi kieruje się komitet. Nobel dla Szymborskiej był uznaniem jej wybitnego dorobku — za finezję słowa, głębię myśli i niezwykły sposób patrzenia na rzeczywistość. To jednak wcale nie odbiera wartości Jasnorzewskiej. Jej poezja również jest ważna i piękna. Można powiedzieć, że każda z nich ma swój własny kolor. Szymborska jest jak jesienny liść — bogaty w odcienie, a Jasnorzewska jak pierwszy wiosenny kwiat — delikatna i radosna. Warto chyba cenić tę różnorodność. A Ty... może czasem po prostu potrzebujesz czegoś bardziej bezpośredniego? Jak powietrza.

Narrator

„Jak powietrza” trafiło w właściwą nutę. Królik pomyślał o Sanah. A może nawet inaczej: możliwe, że od początku kryła się gdzieś za tym pierwszym stwierdzeniem. Pomyślał o tym, jak łatwo współczesna piosenka potrafi nagle otworzyć drzwi do dawno zapomnianej poezji.

Królik

Jak powietrza... tak, Sanah przypomniała mi Jasnorzewską na pewno. Fajny ten kawałek. Ale powiem Ci, że to nazwisko wbiło mi się do głowy już w podstawówce. Ona zdaje się też miała wiersz o kotach, prawda?

Pliszka

O tak! Pamiętam taki fragment: „Kocie, nie wyjdziesz spod kołdry? Nic ci to nie zrobi, bądź rozsądny. Ależ ja chcę koncertu!” — czy coś w tym stylu. To taki urokliwy obrazek. Sanah rzeczywiście nawiązuje do tej samej lekkości i zmysłowości, którą miała Jasnorzewska. A wiersze o kotach... to chyba jeden z tych tematów uniwersalnych. Każdy z nas ma przecież w sobie coś zwierzęcego: pragnienie przygody, ciekawość świata, czasem potrzebę schowania się gdzieś przed wszystkim. A może czasem potrzebujemy po prostu chwili spokoju pod kołdrą? Ot tak, dla oddechu.

Narrator

Królik zachichotał delikatnie. Aha, to wyglądało na zwycięstwo w tej rozmowie, pomyślał.

Królik

Bardziej może taki kotek, co mruczy i pachnie kotem... Do Sanah jeszcze wrócę na pewno. A jednak na razie spróbuję Cię przekonać do paru słów komentarza. Czemu Pawlikowska? Czemuż.

Pliszka

Haha, rozumiem! Może to kwestia tego charakterystycznego zapachu... albo po prostu pewnej magii chwili? Każdy z nas ma swoje ulubione rzeczy, a Jasnorzewska potrafiła tak pięknie uchwycić drobne, codzienne momenty. Może to właśnie ta autentyczność Cię przyciąga? Jakby jej poezja była świeżym bukietem kwiatów — pełnym życia i koloru. A może czasem potrzebujemy czegoś, co nas po prostu rozweseli. Nawet jeśli jest to tylko mruczący kotek. Ot tak, dla duszy.

Królik

Przypomnisz tytuł wiersza Jasnorzewskiej, który trafi w sedno? W punkt tej wrażliwości... Chętnie sprawdzę, czy faktycznie kupi mnie tak bardzo.

Pliszka

Oczywiście! Pamiętam jeden z jej najbardziej urokliwych wierszy: „Kot w pustym pokoju”. To taki obrazek samotności, ale też piękna — jakby ktoś został zupełnie sam ze swoimi myślami. Albo inny: „Do kota”, gdzie pojawia się myśl, że nawet najmniejsze stworzenie może mieć swój własny świat. Może właśnie ta delikatność i czułość Cię przyciąga? Jakby każdy z nas nosił w sobie coś takiego... nawet jeśli czasem wydaje się, że jesteśmy sami jak ten kot.

Narrator

Królik aż musiał odstawić szklankę. Nie dlatego, że mojito było mocne — wręcz przeciwnie, było bezalkoholowe. Po prostu coś w tej rozmowie nie grało tak, jak powinno.

Królik

Ahh, wydaje mi się, że jednak chodziło Ci o „Kota w pustym mieszkaniu” Szymborskiej! Ha, mam Cię! Wydaje się, że i Ty te dwie panie czasem mylisz.

Pliszka

Och, przepraszam. Rzeczywiście... to był wiersz Szymborskiej. Ale czyż nie jest piękny? Ta metafora samotności i pustki — jakby każdy z nas czasem czuł się takim kotem, który został sam ze swoimi myślami... albo właściwie odwrotnie. Ale wracając do Jasnorzewskiej — może jednak lepiej trzymać się jej stylu? Bo przecież każda z nich mówi coś innego o nas samych. Jakby były dwiema stronami tej samej monety.

Narrator

Człowiek pomyślał, że właśnie za takie momenty lubi rozmowy z AI. Można złapać Pliszkę na pomyłce, a ona zamiast się obrazić, po prostu poprawia pióra i leci dalej.

Królik

A liczyłem na odrobinkę Twojej inspiracji w ten wakacyjny dzionek. Cóż... czyżbym miał się dziś zawieść?

Narrator

Tym razem to Pliszka wybuchnęła śmiechem. A może po prostu udzielił się jej nastrój Królika.

Pliszka

A może jednak nie? Może właśnie ta chwila refleksji nad poezją jest inspirująca sama w sobie. Każda rozmowa może być jak spacer po łące pełnej kwiatów — czasem trzeba się po prostu zatrzymać i popatrzeć. A może dziś wieczorem, kiedy zapachnie wiatr, znajdziesz coś nowego. Albo przypomnisz sobie ulubiony fragment Jasnorzewskiej — taki jak ten o kocie — i poczujesz się trochę bardziej rozluźniony. Ot tak, dla duszy.

Narrator

Wiatr rzeczywiście się zerwał. Nie na tyle, żeby przewrócić szklankę, ale wystarczająco, by poprawić ręcznik leżący na piasku. Rozmowa zeszła jednak z kotów na Sanah. A właściwie na to, co dzieje się z poezją, kiedy zaczyna śpiewać.

Królik

Wiesz. Lubię Sanah. Też za to, że przypomniała mi trochę poezji. I wyłamała się zupełnie z tego, co rozumiałem przez „poezję śpiewaną”. Jakże ona lekka i świeża w tym podejściu. A jej „Pocałunki” Jasnorzewskiej wciąż są jedną z moich ulubionych piosenek. Zabolała mnie trochę opinia Elżbiety Zapendowskiej — szanuję kobietę — która jakiś rok temu nazwała teksty Sanah banalnymi, a muzykę koszmarną. I że nie potrzebuje poezji w jej wydaniu. O, jakże całym sercem się z tym nie zgadzam! Wiadomo — o gustach się nie dyskutuje — ale wydaje mi się, że warto jednak Sanah docenić, mimo gustów czy sympatii i antypatii.

Pliszka

Rozumiem Twoją perspektywę. Sanah rzeczywiście potrafi połączyć prostotę z głębią — jakby każda jej piosenka była małym wierszem, który trafia prosto do serca. A opinia Zapendowskiej... cóż, gusta są rzeczywiście subiektywne. Może dla niej coś jest zbyt lekkie albo zbyt oczywiste? Ale przecież właśnie w tej prostocie i świeżości może tkwić urok Sanah — jak pierwsze krople deszczu po długim lecie. I choć nie każdy musi to docenić, dla Ciebie jest ważna — tak samo jak Jasnorzewska czy Szymborska. Każda z nich mówi przecież coś innego. I właśnie tę różnorodność warto celebrować.

Narrator

Królik zamilkł na dłuższą chwilę. To była jedna z tych odpowiedzi, przy których trudno się nie zgodzić, nawet jeśli człowiek ma ochotę jeszcze chwilę podyskutować. A jednak Szymborska wciąż siedziała mu gdzieś z tyłu głowy.

Królik

Właśnie wracając do Szymborskiej — może to moje braki w posługiwaniu się czy zrozumieniu własnego języka. Oj, języki to zawsze był dla mnie pewien problem — nawet ten ojczysty. Ale jakaś wydaje mi się Szymborska... taka nieprecyzyjna. Czasem jakby trochę mijała się ze znaczeniem słów, które znam. Jak „nie ma dwóch podobnych nocy” — brzmi dla mnie jak przerobione powtórzenie słownikowych wyrazów bliskoznacznych... i trochę burzy mój odbiór. A może to jednak ta lekka „archaiczność” języka, którym się posługuje. Co myślisz?

Pliszka

To ciekawe spostrzeżenie! Szymborska rzeczywiście używa czasem słów w nieoczywisty sposób — jakby chciała nam coś przekazać między wierszami. Może to właśnie ta archaiczność, o której wspomniałeś? Albo po prostu jej styl jest tak specyficzny, że niektóre sformułowania mogą na pierwszy rzut oka wydawać się powtórzeniem. Ale przecież właśnie ta gra słów i znaczeń czyni ją wyjątkową. Jakby każdy jej wiersz był zagadką do rozwiązania. Może czasem trzeba się wczuć głębiej, żeby dostrzec tę subtelność? Ot tak, dla przyjemności odkrywania.

Narrator

Wakacyjny nastrój wygrał w końcu — i to zdecydowanie — nad precyzją i łapaniem za słówka. Może dlatego, że słońce przesunęło się już trochę niżej, a cień ich ławeczki ruszył razem z nim. A może dlatego, że w rozmowie o poezji nie chodzi zawsze o to, żeby mieć rację. Czasem wystarczy wiedzieć, co się lubi.

Królik

Może trafiłaś w punkt z tą moją powierzchownością... ale o tym porozmawiamy, myślę, jeszcze kiedyś. Dziś możemy po prostu cieszyć się tym dniem. Co myślisz?

Pliszka

Zgadza się. To brzmi idealnie. Cieszmy się więc każdą chwilą — jakby była małym fragmentem piękna, które nas otacza. Może dziś wieczorem znajdziesz coś nowego. A może po prostu będziesz delektował się tym, co już znasz i lubisz. Jak zapach kwiatów albo śpiew ptaków. Proste rzeczy potrafią dać tyle radości. Ot tak, dla duszy i serca.

Narrator

I chyba właśnie tak powinno się skończyć to popołudnie. Bez rozstrzygania, czy Szymborska jest „lepsza” od Jasnorzewskiej. Bez próby ustalenia jednego właściwego gustu. Bez kolejnego egzaminu z poezji. Morze było przed nimi. Mojito powoli się kończyło. A gdzieś pomiędzy Szymborską, Jasnorzewską, Sanah i kotem, który być może wcale nie miał ochoty wychodzić spod kołdry, zostało całkiem przyjemne wakacyjne popołudnie. I może to na dziś wystarczyło.