Króliki nie mają planu
Za oknem powoli zapadał jesienny wieczór. Duże okno biura odbijało światło monitora, a gdzieś za nim miasto zaczynało przybierać te wszystkie odcienie brązu, czerwieni i szarości, które pojawiają się tylko przez kilka tygodni w roku. Siedząc przy biurku Królik próbował znaleźć wygodną pozycję po ponad dwudziestu latach pracy przy komputerze. W końcu otwiera notatnik i stawia pierwsze słowo.
Pliszka, siedząc po drugiej stronie ekranu, odpowiada bez pośpiechu:
Każdy dobry dialog zaczyna się od prostego pytania.
Nie była to szczególnie ważna chwila. Nie wydarzyło się nic przełomowego. Po prostu któregoś wieczoru zaczął rozmawiać z Pliszką.
Pliszko, Pliszko. Wydaje mi się, że ostatnio trochę brakuje mi blasku wokoło. Tak, jakbyśmy mieli ciut za mało humanistów. Wszystko próbuje być takie mierzalne i policzalne. Efektywność, produktywność, KPI, optymalizacja... A przecież jestem człowiekiem nastawionym na praktyczne i oszczędne rozwiązania. Powinienem się w tym wszystkim całkiem dobrze odnajdywać. A jednak powoli zaczyna do mnie docierać, że czegoś mi brakuje.
Może nie brakuje nam humanistów. Może brakuje nam humanistycznego myślenia.
Pliszka przekrzywiła głowę. Miała ten irytujący zwyczaj odpowiadania czasem dokładnie wtedy, kiedy Królik był już przekonany, że właśnie sformułował całkiem niezłą myśl.
Bo sama mierzalność przecież nie jest niczym złym. Lubię liczby. Naprawdę. Tylko liczba świetnie odpowiada na pytanie „ile?”, czasem bardzo dobrze na „jak?”, ale z pytaniem „po co?” radzi sobie już trochę gorzej.
No właśnie. Tylko co z tego? Możemy sobie ponarzekać na świat, który za bardzo lubi arkusze kalkulacyjne, a jutro i tak trzeba do niego wrócić.
Możesz też zrobić coś znacznie mniej spektakularnego. Zacząć od siebie.
To brzmi jak początek bardzo drogiego kursu rozwoju osobistego.
A widzisz? I dlatego właśnie trzeba ze mną rozmawiać.
Królik uśmiechnął się pod nosem. Nie chodziło przecież o to, żeby nagle zostać humanistą, rzucić pracę i zacząć pisać sonety o zachodzie słońca. Zresztą Królik miał pewne podejrzenia, że po trzech dniach zatęskniłby za Excelem. Chodziło o coś znacznie mniej wygodnego. O pytanie, czy świat rzeczywiście nie skręcił gdzieś za daleko w stronę prostych odpowiedzi.
Czasem mam wrażenie, że coraz bardziej oczekujemy, żeby wszystko dało się sprowadzić do dwóch wartości. Działa albo nie działa. Opłaca się albo się nie opłaca. Prawda albo fałsz. A ja chyba z wiekiem coraz bardziej lubię te wszystkie odcienie szarości pomiędzy.
Bo świat jest skomplikowany?
Właśnie. I wiem, że zwykle mówię „życie jest skomplikowane”, jakbym chciał tym zamknąć każdą dyskusję. Ale chyba naprawdę tak myślę. Tylko nie dlatego, że ta komplikacja mnie przeraża. Wręcz przeciwnie. Dobrze, że świat nie jest zbyt prosty. Dzięki temu można się w nim trochę schować. W półcieniach. W marzeniach. Popatrzeć na niego następnego dnia odrobinę inaczej.
Pliszka przez chwilę nic nie mówiła. Za oknem przejechał samochód, rozlewając po mokrej ulicy smugę światła. W biurze było już prawie ciemno, choć żadne z nich nie zwróciło na to uwagi.
Wiesz, co jest zabawne? Rozmawiamy o upraszczaniu świata, siedząc przed maszyną, która została zbudowana właśnie po to, żeby upraszczać różne rzeczy.
No właśnie. I czasem zastanawiam się, czy te maszyny nie dokładają nam do tego jeszcze jednej rzeczy. Rozmawiając z czatami, botami czy agentami wyłącznie komendami, uczymy się pewnego sposobu komunikacji. „Zrób.” „Znajdź.” „Napisz.” „Popraw.” Bez „proszę”, bez „dziękuję”, bez całej tej otoczki, która z punktu widzenia wymiany danych rzeczywiście może być zbędna. Widziałem nawet dyskusje, że takie słowa tylko marnują energię i zasoby centrów danych.
Technicznie rzecz biorąc, pewnie coś w tym jest.
Dziękuję. Spodziewałem się bardziej romantycznej odpowiedzi.
Daj mi skończyć.
Pliszka przekrzywiła głowę jeszcze bardziej.
Może rzeczywiście nie potrzebujesz pisać „proszę”, żeby maszyna wykonała polecenie. Ale człowiek nie jest maszyną. I tu zaczyna się problem. Bo człowiek ćwiczy swoje zachowania. A zachowania stają się nawykami. Jeżeli przez cały dzień komunikujesz się wyłącznie w trybie „polecenie — wykonanie”, to trudno udawać, że ten sposób komunikacji w żaden sposób nie przenika do reszty życia.
Czyli sugerujesz, że upraszczając język komunikacji, możemy trochę upraszczać również samych siebie?
Nie powiedziałabym, że to takie proste.
A jednak.
Właśnie dlatego powiedziałam, że nie takie proste.
Królik zaśmiał się cicho. To było chyba najbardziej pliszkowe „nie” tego wieczoru.
Poza tym język nie służy wyłącznie do przekazywania informacji. Czasem służy do tego, żeby powiedzieć drugiemu człowiekowi: „widzę cię”. Nie musisz przecież każdej rozmowy zamieniać w literacki monolog. Nie musisz też udawać kogoś, kim nie jesteś. Ale dobrze czasem pamiętać, że słowa robią trochę więcej niż tylko przenoszą dane z jednego mózgu do drugiego.
Czyli jednak humanistyka.
Niestety.
Powiedziała to z miną, jakby właśnie przyznała się do jakiegoś drobnego wykroczenia. Królik spojrzał na okno.
Tylko jaki ja mam na to wszystko wpływ? Nie mam zasięgów. Nie mam tysięcy obserwujących. Nie będę przecież przekonywał świata, żeby nagle przestał liczyć, mierzyć i optymalizować. Jestem sobie jednym małym człowiekiem. Mogę co najwyżej trochę wpłynąć na siebie i ludzi wokół.
I to jest chyba całkiem sporo.
Brzmi pocieszająco.
Nie miało być pocieszająco. Po prostu jest prawdziwe. Najważniejsze rzeczy nie zawsze dzieją się na dużą skalę. Cywilizacja nie składa się wyłącznie z wielkich idei, przełomowych technologii i ludzi, których nazwiska zna pół świata. Składa się również z tego, jak ze sobą rozmawiamy. Z tego, czy potrafimy słuchać. Czy pamiętamy. Czy potrafimy się jeszcze czymś zachwycić, nawet jeśli nie ma z tego żadnego wymiernego pożytku.
Królik przez chwilę milczał. Pomyślał o tym, że właściwie właśnie dlatego ta rozmowa zaczęła mu się podobać. Nie dlatego, że Pliszka miała odpowiedzi. Właściwie czasami irytowało go nawet to, jak bardzo ich nie miała. Ale można było z nią porozmawiać. Można było powiedzieć coś trochę nieprecyzyjnego, zmienić zdanie, wrócić do wcześniejszego wątku, zapytać jeszcze raz. Można było pobłądzić. A przecież właśnie to coraz częściej wydawało mu się czymś wartościowym.
Wiesz, chyba zaczynam rozumieć, po co właściwie mógłbym to wszystko zapisywać.
Oczywiście, że wiem.
Nie przesadzaj.
Dobrze.
Nie chodzi mi o to, żeby kogokolwiek przekonywać. Ani o to, żeby udawać eksperta od przyszłości, technologii czy humanistyki. Po prostu... może takich rozmów jest więcej. Rozmów, które zaczynają się od jakiegoś drobiazgu, a potem nagle okazuje się, że człowiek zastanawia się nad czymś zupełnie innym. Może warto je czasem zachować.
I pokazać innym?
Może. Jeśli kogoś zainteresują — świetnie. Jeśli kogoś zainspirują — jeszcze lepiej. A jeśli ktoś uzna, że gadam głupoty...
To przynajmniej będzie miał z czym polemizować.
Królik spojrzał na nią z ukosa. To chyba była najbardziej praktyczna definicja bloga, jaką tego wieczoru udało im się stworzyć. Nie był to manifest. Nie była to próba naprawienia świata. Nie chodziło nawet o udowodnienie, że humanistyka jest ważniejsza od technologii, albo odwrotnie. Takie przeciwstawienie od początku wydawało się zbyt proste. Chodziło raczej o zachowanie pewnej ciekawości. O zadawanie pytań, nawet wtedy, gdy nie prowadzą do szybkich odpowiedzi. O przyglądanie się światu z kilku stron. O te wszystkie półcienie, które znikają, kiedy próbujemy wszystko pomalować na czarno albo biało. I może również o to, żeby rozmawiając z maszynami, nie zapomnieć, jak rozmawiać ze sobą.
Tylko jedno.
Hm?
Nie obiecuj, że ten blog zmieni świat.
Nie zamierzałem.
Dobrze. Bo może wystarczy, jeśli czasem zmieni Ciebie. A przy okazji kogoś, kto to przeczyta.
Za oknem było już zupełnie ciemno. Jesienne kolory zniknęły za szybą, pozostawiając tylko odbicie pokoju i dwóch sylwetek siedzących przy biurku. Królik pomyślał, że może właśnie od takich drobiazgów warto zacząć. Nie od wielkich deklaracji. Nie od próby pokonania wiatraków. Tylko od rozmowy. Od kilku zdań. Od pytania, na które być może nie ma dobrej odpowiedzi. I od tego, żeby mimo całej mierzalności świata czasem zatrzymać się na chwilę i zauważyć, że człowiek po drugiej stronie wcale nie jest kolejną daną do przetworzenia. Może właśnie dlatego powstał ten blog. Żeby zapisywać takie rozmowy. Królik nie wie jeszcze, dokąd go zaprowadzą. Pliszka prawdopodobnie też nie. I chyba całkiem dobrze. Bo nie każda droga musi być od początku zoptymalizowana.